Z czeluści FB dotarł do mnie artykuł (i zaraz gdzieś zniknął).  Nieznany mi bliżej autor próbuje udowodnić tezę, że Janów i Michałów (domyślam się, że Białka również) powinny zostać sprywatyzowane, gdyż nie warto utrzymywać ich na koszt podatnika. Jako dowód przytoczone są przykłady wszystkich krajów, gdzie istniały różne systemy hodowli państwowej i już ich nie ma, albo zostawiono je w szczątkowym stanie. Teza atrakcyjna, tyle tylko, że są setki przykładów, gdzie cały świat coś tam powszechnie uważa, aż przychodzi jakiś Polak i pokazuje, że może być inaczej i lepiej.

Jeśli zajrzyjcie (w Google czy YT) do biografii chociażby kilku wybitnych Polaków to przekonacie się, że potrafiliśmy zmieniać świat. Np. Ernest Malinowski, który zbudował kolej w Andach, Józef Kosacki, który dał wszystkim armiom świata elektroniczny wykrywacz min, Kazaimierz Funk który odkrył witaminy, Henryk Magnuski, który stworzył aparat „walkie- takie” na potrzeby amerykańskiej armii, zapoczątkował myśl, która leży u podstaw całej współczesnej łączności bezprzewodowej. To tylko kilka przykładów zapomnianych twórców. Zachęcam do szukania tych nazwisk i osiągnięć, bo szerzona jest groźna i pogardliwa postawa wyrażona hasłem „Po co nam CPK, jak będziemy mieli lotnisko w Berlinie”.

System hodowli państwowej w PRL nie został stworzony przez komunistów, lecz przez grono wybitnych przedwojennych hodowców, najczęściej ziemian oraz oficerów polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, którzy organizowali powrót do Polski koni rozproszonych w wyniku działań wojennych i niemieckiej ewakuacji.  Stworzono wtedy system państwowej hodowli składający się ze stadnin, stad ogierów – zakładów treningowych, torów wyścigowych, zarządzany centralnie przez istniejących wtedy wybitnych fachowców.  Celem tego systemu było zapewnienie koni na potrzeby rolnictwa, wyniszczonego przez niemiecką okupację kraju. W systemie tym jednak chroniono również i rozwijano cenne genetycznie linie na potrzeby sportu i wyścigów. Jako pracownik Animeksu byłem dumny, gdy moi goście z „Zachodu” zachwycali się poziomem tej hodowli, jakością koni, kwalifikacjami polskich hodowców i jakością pracy koniuszych i masztalerzy.

System ten został bezmyślnie zlikwidowany w wyniku tzw. „reformy Balcerowicza”, gdy stadniny, podobnie jak PGRy, włączono pod zarząd AWRSP, później ANR (obecny KOWR) z nakazem prywatyzacji. To tutaj zaczęła się karuzela stanowisk, będących łupem tej czy innej opcji politycznej.

Polski koń arabski „Pure Polish” to nie był „luksusowy produkt PRL-u”. To był najsłynniejszy, prestiżowy polski produkt eksportowy lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, wylansowany jako: „Bold & Beautiful” za pieniądze najpierw państwowej centrali Animex, a potem prywatnej spółki Polish Prestige. Nie odbywało się  to na koszt „pieniędzy podatnika”. Animex jako państwowy eksporter zwierząt i produktów zwierzęcych posiadał ogromnie dochodowe rynki zbytu, głównie w USA, Bliskim Wschodzie i finansowanie aukcji mieściło się w ramach wydatków i filozofii utrzymywania tych rynków dla Polski. Polish Prestige po wyjściu z Animeksu, w trakcie jego prywatyzacji, był dużym eksporterem koni i organizatorem wielu aukcji. Mógł więc sobie pozwolić na wzięcie na siebie części kosztów promocji rynku koni arabskich.

O sukcesie polskiego konia arabskiego na świecie i skali upadku tej hodowli napiszę jeszcze w oddzielnym artykule, jednakże warto tutaj uświadomić sobie to, że światowy sukces tej hodowli zawdzięczamy nie prywatnym stadninom, tylko resztówce – pozostałości państwowego systemu hodowli koni, który nie został ostatecznie dobity przez „reformę Balcerowicza”. Sukces był także możliwy dzięki pracy zespołu ludzi z prywatnej spółki Polish Prestige, dzięki której powstał niezależny od „pieniędzy podatnika” system finansowania aukcji i promocji koni arabskich w postaci „Polish Arabian Summer Festival”, którego częścią była aukcja „Polish Prestige Janów Sale”.

Sukces polskich arabów powinien być przykładem jak mogłaby rozwinąć się hodowla innych ras, gdyby nie likwidowano stadnin i stad ogierów tylko szukano innych rozwiązań. Rozwiązania takie próbowaliśmy przedstawić jak Stowarzyszenie Hippica pro Patria w różnych gremiach i komisjach. Bez skutku. Śladem tych zmagań (np. wpis Grochem o ścianę” ) jest moja korespondencja z ministrem Krzysztofem Jurgielem, listy otwarte i zamknięte do polityków rożnych szczebli i opcji.

Rolą hodowli państwowej nie jest konkurowanie z hodowla prywatną. Funkcje i warunki współistnienia obu sektorów opisywałem szczegółowo w artykule „Mam plan”, a idea nowej organizacji hodowlanej pod postacią Holdingu jest przedstawiona szerzej we wpisie „Holding, czyli jak to być powinno”  i w samym  opracowaniu „Narodowy Program Rozwoju Hodowli Koni i Jeździectwa”.

Przykładem współistnienia i rozwoju hodowli prywatnej przy silnej hodowli państwowej są lata 1995 – 2000, gdy intensywna promocja polskiej hodowli tworzyła również warunki zbytu dla hodowli prywatnej. Konie z tej hodowli uzyskiwały wysokie ceny zarówno na aukcji Polish Prestige, jak też Silent Sale. Rynek jest wspólny, chociaż zasady funkcjonowania i cele obu sektorów są różne. A konkurencja międzynarodowa jest bezlitosna: albo rozwijasz swój rynek, albo stajesz się rynkiem dla innych.

Marek Grzybowski